wtorek, 30 grudnia 2014

Nadchodzi nowe. Życzenia Noworoczne.

Święta, święta i po świętach. A tu znowu szykowanie pyszności na sylwestrową imprezkę. Z badań wynika, że większość z nas spędzi go w domu, z rodziną, z przyjaciółmi.

Mam wewnętrzną potrzebę życzyć wszystkim pokoju, wszystkim na Ziemi.

Wszelkiego dostatku i szczęścia...

                                                                                                            Na szczęście                      fot. Joanna Lisiecka



kolorowych dni, tych z uśmiechem, ciepłym wiatrem na policzku, kwiatami wokół...


                                                                                                                                                            fot. Joanna Lisiecka


wielu życzliwych ludzi, dużo beztroskich chwil, w których nie ma miejsca na smuteczki, i pięknych, egzotycznych wakacji...


                                                                                                                                                  fot. Joanna Lisiecka
Niech Wam się wiedzie KOCHANI. Szczęśliwego Nowego Roku.

wtorek, 23 grudnia 2014

Wigilia, urodziny Boga...

"I drzewa mają swą wigilię...
W najkrótszy dzień
Bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku (...)

Las niemy jest jak tajemnica,
Milczący jak oczekiwanie(..)."


Wyrwałam z Leopolda Staffa te strofy, które w duszę mi wchodzą.
Jeszcze zapach świątecznych potraw się nie ulotnił, a w dźwiękach Barbera zanurzam się, by napisać do Was, donikąd, do nich...

Zimowy pejzaż jako moja widokówka świąteczna dla Was                                                     fot. Joanna Lisiecka


Wszelkie rytuały, jakie wiążą się z tymi Świętami, otwierają mi szufladkę z refleksjami.
I tak sobie z wdzięcznością myślę o ludziach, którzy byli i są w moim życiu.
O tych, których spotkałam przypadkowo i na chwilę,
o tych, którzy są ze mną od lat,
o tych, którzy odeszli do krainy jeszcze mi nie znanej...
o tych, z którymi się kłóciłam i tych, których kocham.

Wszyscy jesteście ważni i wszystkim Wam chcę powiedzieć :dziękuję.
I oczywiście życzyć takiej tylko pomyślności i szczęśliwości jakiej sobie  marzycie.

Wy w Koszalinie, Rzeczenicy, Gwieździnie, Zalesiu, Gockowie, Czarnym, Baborowie, Dobrzycy, USA, Irlandii, Szwajcarii, Norwegii, Karkonoszach, w Polsce ...




Trochę zimowych klimatów ...   zdjęcie Joanna Lisiecka



Czy jest drzewo, które może pamiętać bohatera tych świąt? Jest.
To sosna, pięcioigielna, w Kalifornii. Powiadają, że może żyć 2.500 - 3.000 lat.
Pinus balfouriana może osiągać wysokość 22 metrów a jej poskręcane pnie są często tematem artystycznych wręcz fotek.

Niech moc będzie z Wami!

czwartek, 18 grudnia 2014

Senny, jesienny wieczór.

 Już grudzień. Wszelkie prace w ogrodzie zakończone, przyroda układa się do snu. Kołysankę nuci coraz silniejszy wiatr. Można bezkarnie przesiadywać godzinami w świecie literackich fikcji albo oddawać się twórczym pasjom. Za oknem świat ściśnięty mrozem, zastygły, bardzo spokojny.
Ostatnia wizyta w bibliotece po raz kolejny potwierdziła moje podejrzenie, że to nie ja wybieram książki, ale to one wybierają mnie. Jak u Carlosa Ruiza  Zafona w "Cieniu wiatru"....  Dopiero co przeglądałam Fiedlera "I znowu kusząca Kanada", która sama mi wlazła w ręce przy sobotnich porządkach a tu z półki bibliotecznej "spojrzała" na mnie "Kochanka lasu" Susan Vreeland.

 Książka jest fabularyzowaną biografią kanadyjskiej malarki Emily Carr (1871-1945). Artystka przeszła przez życie zafascynowana totemami indiańskimi a później drzewami wciąż malując, malując, malując. Nie założyła rodziny, co na owe czasy było ewenementem, bo kobieta bez męża właściwie była niczym. Ważny był jej świat tworzenia, jej wędrówki w poszukiwaniu ginących już totemów lub nowych kierunków w malarstwie.
Uderzyła mnie siła pasji Emily. Dziś nie jest trudno tak żyć, to wręcz powszechne, ale wtedy? No i te drzewa, które namalowała z niespotykaną energią. Tak można namalować, gdy się bardzo kocha przedstawiany obiekt i dodatkowo posiada biegle opanowany warsztat.


Emily Carr "Spiralling Tree" 1932-33


Taka bliska staje mi się bohaterka gdy czytam fragment:

"Gdy w dzieciństwie coś ją dręczyło, zabierała swój ból na zewnątrz, kładła się z twarzą przyciśniętą do zielonego, chłodnego policzka ziemi, wąchała jej świeży zapach i starała się poczuć bicie ukrytego serca."

Zielony, chłodny policzek ziemi... przepiękne określenie.


  Inna książka: " Sama na drodze" Le Tan Sitek, wietnamskiej pani architekt, której losy splotły się z Polską, przynosi mi ciekawą wiedzę. Otóż nie wiedziałam, że jednym z najpiękniejszych drzew świata jest tzw. płomień Afryki, po polsku wianowłostka królewska (Delonix regia).

zdjęcie pochodzi z www.zimbabweflora.co.
Co ciekawe, prawie każda florystka zna strąk tego drzewa, bo często w bukieciarstwie jest używany.

strąki wianowłostki
Gdy nieco poczytałam o tym egzotycznym drzewie, to nie dziwię się, że zasłużyło sobie na miano jednego z najpiękniejszych na świecie. W naszym klimacie nie mamy drzew, które posiadają tak wielkie kwiaty (15 cm śr.). Czasami zapominamy, że je posiadają. Nawet teraz mam przed oczami wyraz twarzy osoby, której mówię, że wiąz "Camperdownii" ma ciekawe, dekoracyjne kwiaty.
Delonix regia to drzewo zagrożone wyginięciem. Dorasta do 9 m wysokości przy 18-sto metrowej rozpiętości korony. Kwitnie długo, bo od wiosny do lata kwiatami pomarańczowoczerwonymi. Pochodzi z Madagaskaru ale rozpowszechnione jest we wszystkich krajach z tropikalnym klimatem jako drzewo ozdobne.
Instrument muzyczny, tzw. marakasy jest wyrabiany na Karaibach właśnie z drewna tego drzewa.

Jak się człowiek tak napatrzy, naczyta, to później nie może uwolnić się od natrętnej myśli: o niebiosa, jakże chciałabym stanąć pod tym drzewem, zobaczyć je na własne oczy, sprawdzić czy te ogromne kwiaty pachną?

W tej samej książce znalazłam odpowiedź na nurtującą mnie zagadkę.
Otóż w innym miejscu i czasie, stanęłam pod egzotycznym drzewem i...nie wiedziałam jak się nazywa. A lubię wiedzieć. Chodziłam koło niego, pod nim, fotografowałam, zgadywałam...i nic. Oczywiście moja wiedza dotycząca egzotycznej flory jest znikoma i nie robiłam sobie wyrzutów. Postanowiłam, że po powrocie z wakacji znajdę potrzebne informacje. Jak to jednak w życiu bywa, postanowienie uleciało. Podczas czytania książki temat powrócił. Autorka opisuje, jak płynąc rzeką mija drzewa figowca bengalskiego.

Ficus benghalensis w parku w stolicy Korfu                               fot. Joanna Lisiecka


Najbardziej zaintrygowały mnie te zwisające twory.
Otóż drzewo to (Ficus benghalensis) zwane jest banianem i najbardziej kojarzone chyba z Indiami. Te zwisające twory to korzenie podporowe. Coś niesamowitego. Przyroda stworzyła  roślinę, która morze mieć  koronę  do kilkuset metrów rozpiętości. Wiadomo, że gałęzie mogłyby się wyłamywać. W związku z tym, razem z nowym konarem rośnie wypustka ale w kierunku przeciwnym, w stronę ziemi. Gdy jej dotknie a później się w niej zakorzeni, staje się dodatkowym pniem.
Najsłynniejszy, tzw. Wielki Banian, rośnie w Kalkucie i liczy sobie tych pni 2.880 sztuk!

Figowiec bengalski w stolicy Korfu                            fot. Joanna Lisiecka





I jak tu nie czytać książek.



"Kochanka lasu" Susan Vreeland  Muza SA W-wa 2006r.
"Sama na drodze" Le Tan Sitek Świat Książki W-wa 2011r.

czwartek, 20 listopada 2014

Zielony cud w mieście Czarne.

 Zieleniec o pow.100 metrów kwadratowych przed Urzędem Miasta i Gminy Czarne  (woj. pomorskie) obsadzony został w 6 godzin. Od pomysłu do realizacji upłynęło 6 dni, wliczając w to weekend. Koszt realizacji 4.900,00 zł.
Czy to możliwe?
Tak, to wydarzyło się na prawdę w kraju, gdzie takie inwestycje zaczynają się od kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Od dawna twierdzę, że zieleń w przestrzeni publicznej można zrobić za niewielkie pieniądze, potrzebna tylko dobra wola samorządowców. Gdy zwrócono się do mnie o zaprojektowanie i poprowadzenie prac przy realizacji tego zieleńca za nieprzekraczalną kwotę 5 tysięcy, to...
No cóż, każdy kto pracuje w tym zielonym biznesie wie, jakie zadanie przede mną stanęło. Co ciekawe, nad całym pomysłem unosiła się chyba dobra aura, bo wszyscy zaangażowani w ten trochę szalony pomysł, zachowali wyjątkowy umiar w naliczaniu swoich marży. Łącznie ze mną. Chociaż dla mnie osobiście najważniejsza jest sama satysfakcja tworzenia nowych, zielonych przestrzeni.
Biorąc pod uwagę finanse jakie zostały przeznaczone na ten cel, efekt jest zadawalający.

Tak wyglądało przed nasadzeniami:





A tak po zakończeniu prac:




Przed Urzędem Miasta i Gminy Czarne             fot. Joanna Lisiecka


Rośliny są jeszcze młode, ale jak jałowiec płożący i irga zrobią "dywan" to kompozycja będzie bardzo efektowna i mało pracochłonna.

 Zieleniec powstał w pierwszej połowie listopada. Wiemy co to znaczy: wybory.
Tak, pojawiły się głosy i komentarze łączące tą nagłą estetyzację z wyborami samorządowymi. Czy są bezpodstawne? Myślę, że z pewnością nie pozbawione racji.
Czy tak małych, symbolicznych wręcz pieniędzy miasto nie mogło znaleźć wcześniej? Czy potrzebujemy aż wielkich uroczystości czy wyborów aby zagospodarować kawałek przestrzeni publicznej? To pytania na które ja nie będę szukała odpowiedzi. Dla mnie w dobie cywilizacyjnego zalewania betonem Ziemi, może najważniejsze jest to, że kolejnych kilkadziesiąt roślin dostało nowe życie.
Jedna myśl kołacze mi się po głowie. Wybory przeminą a rośliny zostaną. I to jest moja, osobista radość.

 Tegoroczne wybory samorządowe  ujawniły ciekawą tendencję w Polsce. Otóż Polacy, na podstawie licznych sondaży przedwyborczych, nie pragną nowych aren sportowych, filharmonii czy aquaparków. Opowiedzieli się za równymi chodnikami, łatwym dojazdem do obwodnic i autostrad, ścieżkami rowerowymi i większą ilością terenów zieleni.

Mam nadzieję, że ten mały przykład z miasta Czarne, przyczyni się do zmiany nastawienia do zieleni naszych nowo wybranych samorządowców.

niedziela, 16 listopada 2014

Prawo a rośliny na cmentarzu.

Co możemy posadzić na grobie, co nam wolno, co chcielibyśmy? To pytania, które zadaje sobie wielu z nas.
Moja koleżanka na długo przed dniem Wszystkich Zmarłych stwierdziła, że powinnam napisać post o roślinach na cmentarz. Jakoś nie mogłam się zabrać, to święto wyzwala we mnie tyle wspomnień, że nie miałam do tego głowy. Ale pewnego dnia
z ciekawości zaczęłam sprawdzać, co można w sieci znaleźć na ten temat. A tu ...o zgrozo! Ktoś całkiem "profesjonalnie" poleca miskanty, wszelkie rodzaje róż albo jałowce płożące: "większość odmian". Teraz to już muszę  napisać kilka słów, bo nic mnie tak nie irytuje, jak brak logiki w projektowaniu roślinności gdziekolwiek.

Zanim temat rozwinę, dokonam szybkiej analizy jednej z porad dotyczącej jałowców. Pozornie rada dobra. Rośliny te nie mają wielkich wymagań, są odporne na okresowe susze i atrakcyjne przez cały rok. Jest tylko jeden mankament. Większość jałowców płożących osiąga dość spore rozmiary nawet do kilku metrów średnicy. Nie wystarczy więc powiedzieć o jałowcach płożących. Tu trzeba konkretnie podać nazwy odmian karłowych, wolno rosnących, zwartych.

Ale to później. Teraz wypadałoby zacząć od początku, czyli co na ten temat mówi prawo.

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 7 marca 2008 r. podaje precyzyjnie wymiary grobu pojedynczego (ziemnego) i jest to: szerokość 1 m, długość 2 m, głębokość 1,7 m -paragraf 10 pkt 2. Dodatkowo w paragrafie 13, w pkt 1 czytamy :"pomiędzy grobami powinno być zapewnione przejście o szerokości co najmniej 0,5 m". W pkt 2 zaś :"Przejścia między grobami mogą być zagospodarowane wyłącznie za zgodą zarządcy cmentarza oraz na warunkach przez niego określonych".
Pojawia się więc pytanie, gdzie możemy posadzić jakąkolwiek roślinę?

Postawienie ławeczki w przejściu jest kontrowersyjne i sprzeczne z prawem, (jeśli nie mamy pozwolenia zarządcy cmentarza) a co dopiero posadzenie rośliny, która to przejście zablokuje. Pozostaje więc powierzchnia grobu, ale większość
z nas decyduje się na wykonanie nagrobka z jednolitej płyty, zapewniającej nie tylko estetykę grobu ale także jego trwałość
i łatwość utrzymania w czystości.

Myślę, że informacje o roślinach nadających się na cmentarz dotyczą tych, którzy jeszcze nie zdecydowali się na nagrobek trwały (np.granitowy) lub mają z różnych powodów nieco więcej miejsca do zagospodarowania niż inni (wykupione miejsca sąsiednie, groby na skraju alejek, grobowce, itp.)

Cóż więc wybrać z bogatej oferty materiału roślinnego?
Z czystym sumieniem polecam bukszpan wieczniezielony (Buxus sempervirens), który osobiście uważam za jedną
z najbardziej eleganckich roślin. Zwarty system korzeniowy tej rośliny (rozpierzchły), zimozieloność, powolny wzrost, łatwość
z jaką znosi strzyżenie i formowanie, czyni z bukszpanu roślinę doskonałą na cmentarz.



Strzyżony bukszpan na cmentarzu, w tle nie formowany  fot. Joanna Lisiecka


Pamiętajmy jednak, że roślina ta dorasta nawet do 4 m wysokości. Jeśli zdecydujemy się na formę podstawową to tylko wtedy, gdy będziemy mogli wykonywać regularne cięcia formujące. Jeśli nie chcemy tego robić, a nadal bukszpan chcielibyśmy posadzić, to należy poszukać odmiany "Blauer Heinz", który jest karłową, kompaktową odmianą lub "Latifolia Maculata"  odmianę kulistą, dorastającą po 10 latach do wys. 80 cm.


Z jałowców najlepsze będą z płożących np.:

- pospolity "Anna Maria" wys.30 cm szer. 40 cm, stalowozielony
- nadbrzeżny "Blue Pacyfic" wys. 40 cm szer. 100 cm, zielononiebieski
- płożący "Blue Forest" wys. 30 cm szer. 100 cm, niebieskozielony
- łuskowy "Blue Star" wys. 30 cm szer. 50 cm, srebrzystoniebieski

z kolumnowych np.:
- pospolity "Compressa" wys. 100 cm szer. 25 cm, stalowoniebieski
- pospolity "Sentinel" wys. 150 cm szer. 30 cm, stalowoniebieskie
- pospolity "Suecica Nana" wys. 150 cm, szer. 40 cm, stalowoniebieski

Wszelkie wąskie odmiany tui oczywiście świetnie zaprezentują się na cmentarzu. Ich wiązkowy system korzeniowy nigdy nie spowoduje zniszczeń w obrębie fundamentu nagrobka. Doskonale dają się utrzymać w ryzach gdyż świetnie znoszą cięcia formujące, mają także małe wymagania co do gleby oraz dużą odporność na mrozy czy okresowe susze. Oczywiście najbardziej znana jest tuja zachodnia "Smaragd" oraz jej siostra, tuja "Columna".
Jako wielka wielbicielka cisów, chce zaproponować jedną z najwęższych, kolumnowych form cisa pospolitego "Fastigiata", który swoją zwartą formą, ciemnozielonym igłami i dostojeństwem zrobi dobre wrażenie przy nagrobku.


Cis kolumnowy fot. Joanna Lisiecka

Jeśli potrzebna będzie roślina zimozielona, liściasta, która dywanem pokryć by miała grób ziemny, to poleciłabym barwinek pospolity lub trzmieliny Fortune'a ("Emerald Gaiety", "Emerald Gold"), które w szybkim czasie utworzą zadarnienie.Gdy rozpanoszą się nadmiernie dobrze zniosą cięcie korygujące.
Cóż, myślę, że wybór roślin jest ogromny. Z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Proponowane wyżej rośliny to tylko garstka z całego bogactwa i różnorodności, która obecnie znajduje się na rynku.
Warto może wspomnieć jeszcze o sadzeniu. Żadna roślina nie będzie wyglądać atrakcyjnie, jeśli przyjdzie jej wzrastać
w kiepskich warunkach. Zaprawmy więc dołek pod naszą roślinę ziemią urodzajną, podlewajmy ją regularnie, wiosną dajmy trochę nawozu. Pierwsze lata zadecydują o wyglądzie i kondycji naszej rośliny na przyszłe dziesięciolecia.

Jeszcze jedna myśl przychodzi mi do głowy związana z cmentarzami i ich szatą roślinną.
Problem spadających na nagrobki suchych gałęzi drzew i odchody ptaków. Z zasady jestem przeciwniczką wycinania drzew bez istotnych powodów. Powodem takim nie jest dla mnie zagrożenie zniszczenia nagrobka a tym bardziej jego zabrudzenie.
Na marginesie tylko zaznaczę, że mój dziadek pochowany jest przy kilkudziesięcioletniej alei lip w starej, dziewiętnastowiecznej części cmentarza. Problemy te znam więc z autopsji.
Tych, którzy chcieliby, aby cmentarze wyglądały jak pustynie z długimi po horyzont rzędami grobów, muszę zmartwić. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury, o którym pisałam wyżej, przewiduje parkowy charakter cmentarzy. Przy projektowaniu nowych musi znaleźć się powierzchnia na "zieleń o charakterze izolacyjnym i dekoracyjnym, w szczególności trawniki, żywopłoty, krzewy i drzewa".




Korzystałam z "Katalogu Roślin. Drzewa, krzewy, byliny" Związku Szkółkarzy Polskich, wyd. Agencja Promocji Zieleni Warszawa 2011 r.

sobota, 1 listopada 2014

Nienawiść do drzew.

 Można drzewa kochać, podziwiać, malować, można je hodować, także sadzić albo pielęgnować, można się do nich przytulać lub rozmawiać z nimi.

 Można je także nienawidzić.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam określenie : "tyle teraz tego hejtu w internecie", to nie wiedziałam cóż to znaczy? Dopiero po chwili dodarło do mnie, że to angielskie słowo określa pewien nurt (?), styl czy sama nie wiem co, ale istniejące i żywe
w przestrzeni publicznej. Hate w języku angielskim znaczy nienawiść. Słowo to definiuje Słownik Języka Polskiego jako: "uczucie silnej niechęci, wrogości do kogoś lub czegoś".

 Właściwie umiem zrozumieć człowieka, który zwyczajnie po ludzku boi się o swój dom. Drzewo, które posadził jeszcze jego dziad lub ojciec zbyt blisko domu, dziś ogromne, zagraża jego życiu lub dobytkowi. Chęć wycięcia takiego drzewa da się jakoś logicznie wytłumaczyć. Zrozumienie takiej postawy widzimy także w aktach prawnych, które dopuszczają wycinkę
w sytuacji zagrożenia życia.

Ale jeśli na stronie internetowej znanego polityka toczy się dyskusja o zasadności ingerencji państwa w nasze "prywatne" drzewa wraz z podaniem sposobów jak obecne prawo "obejść", to ja jestem lekko zaniepokojona. (Do sprawdzenia - strona polityka z muszką).

Gdy zaczniemy bliżej przyglądać się problemowi nienawiści do drzew, a może po prostu agresji, to dojdziemy do wniosku, że świat tych, którzy negują ustawę o ochronie przyrody przypomina świat żywcem wyjęty z filmu sensacyjnego. Pozwolę sobie zacytować kilka określeń dotyczących nielegalnego zniszczenia lub wycięcia drzewa:
"formalnie załatwiłem", skutecznie unieszkodliwiłem", "szybko zdycha, żadnych śladów", rób to w nocy na wypadek gdyby jakaś franca inspektor się zjawiła"....
Cytaty pochodzą z forum nowoczesnych rolników, które w swojej nazwie ma- o ironio- słowo Agro.

Inny cytat z internetu: "...rząd wycina stare piękne drzewa (...) a  zabrania wyciąć cholernego klona, który się rozpanoszył na czyimś podwórku".
Tak się wziął i rozpanoszył, i jeszcze teraz bardzo przeszkadza, jaki podły ten klon, bezczelny taki, no wredny po prostu, powiedzmy to sobie, jak śmiał...
Przepraszam, jestem złośliwa.

Przecież ten klon nie "rozpanoszył się" w jednej chwili. Choć unikamy cięcia klonów bo "płaczą" to oczywiście można przeprowadzić korektę korony. Nie mówiąc już o tym, że można było trochę wcześniej pomyśleć i go przesadzić w inne miejsce.

Wyżej wymienione przykłady są czytelne, jasno określają ludzi wyrażających publicznie swoje poglądy. Ale co począć z miłą, sympatyczną dziewczyną, która prowadzi blog o ziołach i podaje liczne sposoby na samodzielne pozyskiwanie soku brzozowego? Nie podejrzewamy jej o nic złego, z uwagą słuchamy jak opowiada o metodzie "siekierkowej" lub "korkociągowej"-metodach zrobienia odpowiedniej dziury w drzewie aby sok wypływał szybko i skutecznie. Może nawet docenimy, że zareagowała na nieliczne głosy sprzeciwu przeciw okaleczaniu drzew i wymyśliła "łagodną" metodę zawieszania na obciętej gałęzi plastikowej butli. Według jej przepisu sok można przechowywać w lodówce tylko kilka dni, ale kuracja powinna trwać kilka tygodni. Łatwo obliczyć ile razy trzeba proceder z pobieraniem soku powtórzyć (ile dziur
w drzewie zrobić lub cięć siekierą).

Kiedy czytam i oglądam takie rzeczy, to chociaż raz mogę się ucieszyć z naszego przyrodzonego lenistwa. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co by to było, gdybyśmy się tak wszyscy zebrali i ruszyli hurmem na brzozy. Te powiercone dziury, obcięte gałęzie, drzewa gęsto poobwieszane plastikowymi butelkami.... Horror!

Informacji o nielegalnych wycinkach i "truciu" drzew jest wciąż zbyt wiele. Najczęściej sprawców nie ukarano bo ich nie złapano.

Kiedy rozmawiam o tym z przyjaciółką, smutna z powodu kolejnego przypadku zniszczenia drzew na terenie zabytkowego parku, ta będąc chyba większą ode mnie realistką, przytacza przykłady okrucieństwa człowieka wobec człowieka. "Oczekujesz, że człowiek uszanuje drzewo, skoro nie szanuje psa, dziecka, drugiego człowieka?"
Cóż mam powiedzieć, że oczekuję...
Tak, oczekuję, powiem więcej, wierzę, że doczekam czasów, w których przyroda stanie się dla wszystkich wielkim sprzymierzeńcem.


Na koniec mojej refleksji zamieszczam zdjęcie drzewa oliwnego, tak symbolicznie, dla wszystkich...

                                                                                                                              drzewo oliwne fot. Joanna Lisiecka

Zdjęcie zrobiłam na Korfu, zafascynowana tym, że drzew tych się nie wycina. Nawet bardzo stara oliwka rodzi dużo owoców a gdy jest ich trochę mniej, odmładza się drzewo przez wieloetapowe usuwanie starych konarów (na zdjęciu w środkowej części usunięty konar).

niedziela, 19 października 2014

Chryzantema jakiej nie znasz.


 Dawno, dawno temu żyło sobie w pewnym kraju drzewo, które miało prawo istnieć tylko na cmentarzu. Kraina, z którego przybyło nie ograniczała mu miejsca, nie stawiała warunków, akceptowała  je na każdym stanowisku. Ale w tym nowym kraju było inaczej. Tu wyjście poza teren cmentarza było surowo zabronione. Nikt nigdy nie posadziłby go w swoim ogródku. Było naznaczone, skazane na więzienie tylko jednego miejsca, śmierdziało cmentarzem, taka była prawda. Wprawdzie wielu Mądrych Ludzi mówiło, że jest tak piękne, tak wiecznie zielone, mało wymagające, że warto posadzić je wszędzie, ale...cmentarne drzewo w ogrodzie!? Nigdy, ono śmierdzi, ono kojarzy się ze śmiercią, smutkiem, rozstaniem, łzami...Oburzone głosy słychać było ze wszystkich stron.
Ale mijały lata. Mądrzy Ludzie nie zrezygnowali z zachwalania drzewa "cmentarnego". Oni po prostu je znali i bardzo cenili. Wiedzieli o jego zaletach tak wiele, że sami zaczęli sadzić je w swoich ogrodach. Musieli znosić różne uwagi i złośliwości, małe kpinki i głośne fe! jak brzydko pachnie...Znosili to w pokorze.

Mijały kolejne lata. Piękno drzewa porywało coraz więcej ludzi, coraz więcej z nich odważyło się posadzić je w swoim ogrodzie. A dzisiaj...

A dzisiaj tuja - bo o niej tu piszę bajkę- jest w Polsce w ogrodzie prywatnym i przy bloku mieszkalnym, w krajobrazie wiejskim i miejskim, przed bankiem, kasynem ale też przy przystanku i szkole. Tuja jest dziś dosłownie wszędzie! Jest tam gdzie pasuje i tam gdzie jest zgrzytem. Wielu młodych ludzi tego nie pamięta, ale jeszcze dwie dekady temu ta "bajka" była dniem powszednim żywotników w Polsce.

Ta historia daje mi nadzieję, że podobnie stanie się z chryzantemą, o której chcę dzisiaj pisać i myśleć w okresie zbliżającego się święta Wszystkich Zmarłych. Osobiście chciałabym w imieniu tej pięknej i szlachetnej rośliny prosić o łaskę dla niej, o łaskę wypuszczenia jej z więzienia - cmentarza


     Zbiór kwiatów chryzantemy                     źródło: www.cultural-china.com
Chryzantema (Chrysanthemum) z greckiego chrysos - złoty oraz anthemon - kwiat. Należy wraz z dalią do rodziny astrowatych (Asteraceae), i ma równie wiele odmian tak jednorocznych jak i wieloletnich. W zależności od kształtu kwiatów - koszyczków - występują pojedyncze, półpełne, płaskie, kuliste, anemonowe, igiełkowe......

źródło: www.vaumeuwen.com

 
 W naturze występuje w Chinach, Japonii, Korei i Mongolii. Ale my w Polsce też mamy jedną chryzantemę. Rośnie sobie
w Pieninach i została nazwana chryzantemą Zawadzkiego.

 Historia uprawy tej rośliny jest niezmiernie stara bo sięga aż XV wieku przed Chrystusem. Chińczycy, którzy ją tak docenili, wierzyli, że rosa zebrana z jej kwiatów może przedłużyć ludzkie życie. I tym sposobem do dnia dzisiejszego, dla ludzi wschodu jest symbolem nieśmiertelności, szlachetności i wiedzy.

     Herbata chryzantemowa                         źródło: www.ecblendflavors.com


Prócz walorów dekoracyjnych odkryto także inne zalety chryzantemy. W medycynie wschodu stosowana jest jako lek ziołowy, często w postaci naparu lub herbatki. W kuchni stosowana do wyrobu wina, dekorowania dań i jako główny dodatek wielu napojów. Japończycy smażą kiełki chryzantemy z dodatkiem czosnku i ostrej papryki.


źródło: www.goldeneedleonline.com


To nie wszystko. Często rośliny, które posiadały jakieś właściwości lecznicze, stawały się także tymi magicznymi,
o wyjątkowej mocy. Chryzantema więc stała się tą, która może odstraszać złe moce od domostwa lub od człowieka, który jej kwiat nosił przy sobie.

 Chryzantema w Japonii zrobiła przez wieki zawrotną karierę. Piękne ogrodowe odmiany zawędrowały tam w VIII wieku naszej ery i były postrzegane jako coś wyjątkowego, bo Chińczycy bezwzględnie przestrzegali zasady nie wywożenia poza swoje granice żadnych roślinnych sadzonek. Legenda głosi, że była podarunkiem dla cesarza. I tak zostało. Rodzina cesarska zachwycona jej pięknem uczyniła z niej swój symbol. Na pieczęci cesarskiej i w godle Japonii występuje
w artystycznej, zmodyfikowanej formie. A jeśli ktoś szczególnie zasłużył się dla kraju to może liczyć na odznaczenie państwowe zwane Wielkim Orderem Chryzantemy.


  
16 - sto płatkowa chryzantema jako godło Japonii,  źródło: www.now-zen.com

 
                                                                          
W Japonii chryzantema ma swoje święto, jest elementem dekoracyjnym na tkaninach i ceramice, wdzięcznym tematem grafik i malarstwa.

 Na początku XIX wieku pojawił się tam zwyczaj obsadzania chryzantemami specjalnie przygotowanych postaci. Gdy kwiaty się rozrosły i zakwitły, tworzyły złudzenie pięknych, ornamentowych szat. Postacie nazywają się chryzantemowe lalki. Dziś ta sztuka jest prawdziwie japońską tradycją, jedną z wielu związanych w tym kraju z kwiatami.


Chryzantemowe laleczki               źródło: nippon-kichi.jp


Jak patrzę na chryzantemę w postaci bonsai, to zastanawiam się, jak wiele trudu trzeba sobie zadać i jak wiele lat czekać, aby uzyskać efekt zminiaturyzowanego drzewka.






Bonsai z chryzantemy     źródło: japan-calendar.com


 Te wszystkie informacje zgromadziłam po to, aby pokazać, jakże pięknym i wartościowym kwiatem jest chryzantema czyli po naszemu złocień. Zwany jest kwiatem krótkiego dnia, bo to właśnie krótki dzień staje się bodźcem do rozwijania przez nią kwiatów.
Czy prawdziwa cesarzowa, z tradycjami, z interesującą, długą historią nie zasługuje na więcej uwagi w polskich ogrodach?
Bo wśród artystów znalazła wielbicieli, którzy umieszczając ją na swoich obrazach ofiarowali jej nieśmiertelność. Jako przykłady:



                                        "Dziewczynka z chryzantemami" Olgi Boznańskiej z 1894 r.  oraz...




                                         "Chryzantemy w wazonie" Leona Wyczółkowskiego" z 1908 r.


 Moim osobistym sukcesem jest, że kilka osób za moją namową, uprawia je w swoich ogrodach z dużym powodzeniem. Ich radość z sukcesów jest tym większa, że nie musieli wkładać w uprawę tej rośliny zbyt dużo wysiłku, jest mało wymagająca.
Nie mówię tu o chryzantemie z tzw. kulami, czyli dużymi, kulistymi kwiatostanami (wielkokwiatowa - grandiflora). Mówię
o wieloletniej chryzantemie, drobnokwiatowej, tak zwanej kopie ,uformowanej na kształt półkuli (Chrysanthemum indicum).

Sposób jest bardzo prosty. Jesienią kupić chryzantemę drobnokwiatową i posadzić do ogrodu w dobrą ziemię o ph 5,5 -6,5. Warto kupić gotową ziemię uniwersalną. Podlewać w miarę potrzeb bo ma płytki system korzeniowy i w czasie kwitnienia trochę większe zapotrzebowanie na wodę. Stare, przekwitłe kwiatki usuwać. Na zimę zakopczykować albo nakryć gałązkami świerka, tak aby ochronić szyjkę korzeniowa. Wiosną usunąć okrywę, przyciąć na wys. 10 cm i traktować jak wszystkie inne rośliny w ogrodzie. Jeśli chcemy, aby miała kształt półkuli, należy ją uszczykiwać kilka razy od wiosny do lata.

Przepis na herbatkę chryzantemową (osobiście jej nie piłam, przytaczam tylko przepis):

Przede wszystkim musi to być chryzantema ogrodowa (Chryzanthemum indicum). Ususzone koszyczki kwiatowe zalewa się przegotowaną wodą o temperaturze 90 - 95 stopni C. Herbatka ma żółtawy kolor i pachnie kwiatowo. Wolno posłodzić.

Ciekawe, czy dobra? Kiedyś trzeba będzie spróbować.

Trochę napisałam o chryzantemie a to czego nie napisałam pewnie starczyłoby na pokaźną książkę. O wszystkich odmianach, świętach, tradycjach i legendach z nią związanych, o działaniu leczniczym i magicznym, o historii kariery, którą robiła i wciąż robi począwszy od Azji, przez Europę aż do Ameryki Północnej. A "sprzeczka" wśród botaników o nowy podział i klasyfikacje... jakże interesująca.

Pozwólmy jej "wyjść" z terenu cmentarza i otwórzmy jej drogę do naszych ogrodów i serc. Cesarzowa zasługuje na to!.